Ciężko mi stwierdzić, czemu lubię pisać o nocy - raczej nie lubię tej pory dnia, nie, kiedy jestem sama. Boję się samotności, a ta ciemność kojarzy mi się tylko z nią.
To było moje czwarte podejście. Wszystkie inne uznałam za... Niewystarczające. Po raz pierwszy w życiu zaczynałam wiersz od nowa, bo mi się nie spodobał. Dziwne uczucie. Jakbym... Traciła tą część mnie, dla której poezja była tylko nic nie znaczącą zabawą.
Nie ma się co oszukiwać, już dawno tak nie jest.
Szukam nieba nad sobą, lecz jest tylko beton,
Obskurna ciemność, gdzieś koło czwartej.
Choć słońce wzejdzie zaraz, choć wiem to,
Odwracam wzrok - wschód przecież zachodu niewarty.
Wpatruję się w sufit, który nie jest niebem,
Sierpniowa noc, lecz jest jakoś zimno.
Powinnam iść spać, lecz trochę się nie chce,
Wolę ciemny chłód niż ciepłą niewinność.
Sufit jaśnieje chyba koło szóstej,
Oczy nie chcą się przestać zamykać.
Słońce czeka, aż w końcu usnę.
Dobrze. W ciemności trudniej się znika.
Życie, przemyślenia i twórczość początkującej poetki. Wszystko bardzo nieobiektywne, może głupie - ale nie umiem inaczej mówić o czymś, na czym mi zależy.
25 sie 2017
23 sie 2017
Najgorsze są zawsze początki
Przydałoby się jakoś przywitać, lecz nigdy nie wiem, co powiedzieć.
Mam piętnaście lat, wiersze piszę od dwóch, a planuję jeszcze do końca życia.
Cóż, najłatwiej myśli mi się wierszem, więc...
Przedstawić się chciałam w kliku prostych słowach,
Lecz coś kością w gardle mi trochę utknęło.
Muszę więc chyba spróbować od nowa,
Choć tak naprawdę jeszcze nie zaczęłam.
Opisać się chciałam barwnie, przejrzyście,
Olśniewać tęczą słów zbyt kwiecistych,
Lecz z warg uciekły uschnięte jak liście,
Na równi z gardłem drapały i wyschły.
I zanim zebrałam myśli ponownie
I wzięłam oddech, i wreszcie zaczęłam,
Przestałam być już podobna do mnie.
Wiesz, chyba trochę za szybko się zmieniam.
Mam piętnaście lat, wiersze piszę od dwóch, a planuję jeszcze do końca życia.
Cóż, najłatwiej myśli mi się wierszem, więc...
Przedstawić się chciałam w kliku prostych słowach,
Lecz coś kością w gardle mi trochę utknęło.
Muszę więc chyba spróbować od nowa,
Choć tak naprawdę jeszcze nie zaczęłam.
Opisać się chciałam barwnie, przejrzyście,
Olśniewać tęczą słów zbyt kwiecistych,
Lecz z warg uciekły uschnięte jak liście,
Na równi z gardłem drapały i wyschły.
I zanim zebrałam myśli ponownie
I wzięłam oddech, i wreszcie zaczęłam,
Przestałam być już podobna do mnie.
Wiesz, chyba trochę za szybko się zmieniam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)