25 sie 2017

Ciemność o piątej po południu

Ciężko mi stwierdzić, czemu lubię pisać o nocy - raczej nie lubię tej pory dnia, nie, kiedy jestem sama. Boję się samotności, a ta ciemność kojarzy mi się tylko z nią.
To było moje czwarte podejście. Wszystkie inne uznałam za... Niewystarczające. Po raz pierwszy w życiu zaczynałam wiersz od nowa, bo mi się nie spodobał. Dziwne uczucie. Jakbym... Traciła tą część mnie, dla której poezja była tylko nic nie znaczącą zabawą.
Nie ma się co oszukiwać, już dawno tak nie jest.


Szukam nieba nad sobą, lecz jest tylko beton,
Obskurna ciemność, gdzieś koło czwartej.
Choć słońce wzejdzie zaraz, choć wiem to,
Odwracam wzrok - wschód przecież zachodu niewarty.

Wpatruję się w sufit, który nie jest niebem,
Sierpniowa noc, lecz jest jakoś zimno.
Powinnam iść spać, lecz trochę się nie chce,
Wolę ciemny chłód niż ciepłą niewinność.

Sufit jaśnieje chyba koło szóstej,
Oczy nie chcą się przestać zamykać.
Słońce czeka, aż w końcu usnę.
Dobrze. W ciemności trudniej się znika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz